Miejsce z duszą: hotel Marionetas Merida, Meksyk

hotel marionetas merida

Wybierając się w podróż do Meksyku marzył mi się klimat kolonialnego miasta. Jako wielka fanka twórczości G.G.Marqueza nie mogłam sobie odmówić przyjemności wypoczynku na domowym dziedzińcu i krótkiej sjesty w rozłożonym między drzewami hamaku. Muszę też przyznać, że w życiu widziałam niejedną telenowelę i skłamałabym gdybym teraz pisała, że jadąc do Meksyku nie marzyłam o zobaczeniu wielkiej hacjendy albo ogromnej miejskiej rezydencji z wijącymi się schodami i 10-osobową służbą. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że jest to wersja średnio osiągalna, ale może dałabym radę spełnić swoje marzenia choć w niewielkim stopniu?

W tym momencie na ratunek przyszły dwie rzeczy: kilkudniowy przystanek w typowym kolonialnym mieście Merida oraz zakwaterowanie w miejscu z duszą. O ile Merida była pewnikiem i bez przeszkód udało się ją włączyć w trasę podróży, o tyle sprawa noclegów była nieco bardziej skomplikowana. W nadmorskich kurortach królują hotele w wersji wakacyjnej, a w pozostałych meksykańskich miejscowościach to zawsze wybór pomiędzy wielkim molochem albo niewielkim hostelem podejrzanej jakości. Żadnej z tych opcji nie chciałam brać pod uwagę.

Odrzuciłam noclegi zarówno w tanich hostelach, jak i dużych sieciowych ośrodkach z ileśtam gwiazdek. Obie z nich łączy zupełny brak charakteru i własnych cech szczególnych. Są to miejsca, które można byłoby bez przeszkód klonować na całym świecie i jedynie zmieniać nazwę z Hostel Merida na Hostel Warszawa, albo Hilton Merida na Hilton Warszawa. Oczywiście nie twierdzę, że nie ma różnicy między opcją a) hostel, a opcją b) 4-gwiazdkowy hotel. Obie dzieli przepaść w jakości i w cenie, i jeśli dla kogoś jedna z tych zmiennych ma kolosalne znaczenie to jasne jest, że decyduje się na taki wybór, na który może sobie pozwolić.

Tak więc szukałam hotelu idealnego. Kameralnego miejsca z niewielką liczbą pokoi i kilkoma osobami z obsługi, których po 1 dniu znasz z imienia. Miejsca, które oferuje wysoki standard zakwaterowania, nieskazitelną czystość, smaczne śniadania, spokój, miłą obsługę i komfortowe warunki. Miejsca, które będzie miało swój niepowtarzalny charakter i od progu urzeknie mnie unikalnym wnętrzem. A przede wszystkim choć w niewielkim stopniu da mi poczucie, że znalazłam się pośrodku kolonialnego domu z grubymi wysokimi murami i wewnętrznym patio. Niemożliwe? A jednak się udało!

hotel marionetas merida

Oto i on: hotel Marionetas Merida. Był dokładnie tym, czego szukałam.

Zaledwie 8 pokoi położonych w genialnej lokalizacji 10 minut spacerem od placu Zócalo i tyle samo od Paseo de Montejo.

Od progu widać, że nie jest to bezbarwny hotel z równie niewyraźną obsługą. Już front budynku z wielkimi drewnianymi drzwiami wskazuje, że mamy do czynienia z czymś wyjątkowym. Recepcja, dziedziniec, basen i pokoje wewnątrz – wszystko jest ze sobą spójne i utrzymane w tym samym, kolonialnym klimacie.

hotel marionetas merida

Pokój był dla mnie niesamowitym zaskoczeniem. Obszerny, ale klimatyczny. Z wielkim łóżkiem pośrodku oraz… hamakiem! Do tego duża łazienka, sprawna klimatyzacja i bezpłatne wifi. Całość zaaranżowana jest w typowym meksykańskim stylu, z wzorzystymi kafelkami na podłodze, intensywnie kolorowymi ścianami i ciężkimi szafami z ciemnego drewna. Wszystko należało do tego miejsca i dokładnie odzwierciedlało jego duszę. Ani przez moment nie wahałam się, że tak to powinno wyglądać w Meksyku.

hotel Marionetas Merida

Po wcześniejszych doświadczeniach z niezwykle ubogim śniadaniem w Cancun, to co otrzymaliśmy w hotelu Marionetas było jak niedzielny obiad i kolacja w jednym. Bilans 2 tosty, miniaturowe masło i miniaturowy dżem vs. 2 bułki, masło, banan, mango i dżem (bez ograniczeń – informacja potwierdzona!) daje zwycięstwo hotelowi w Meridzie. Podane ilości: per person. To jednak wciąż niewiele i daaaleko odbiega od europejskich standardów. Ja po max 2 godzinach od śniadania czułam przeraźliwe ssanie w żołądku.

hotel Marionetas Merida

Hotel Marionetas Merida nazwałabym raczej pensjonatem a nie hotelem, choć to słowo nie kojarzy się Polakom szczególnie korzystnie. Ewentualnie może być hotelikiem, ale to znowu nie brzmi zbyt dobrze. Jak więc podkręcić nazwę takiego miejsca, co nie jest ani hotelem ani pensjonatem ani hotelikiem? Najlepiej nazwijmy go butikowym hotelem. A co!

Jak na butikowy hotel (nie) przystało, hotel Marionetas Merida nie jest miejscem gdzie recepcjonista w wyuczony sposób przekazuje informacje, recytuje regułki i po kolei odpowiada na kolejne sprawy z listy. Bardziej przypomina to spotkanie z dobrym znajomym, który naprawdę chce podpowiedzieć, jak najlepiej możesz wykorzystać czas w Meridzie. My poszliśmy za radą i dzięki temu od razu rozpoczęliśmy pobyt od najlepszego miejsca, jakie ma do zaoferowania Merida. W ten sposób polubiliśmy się z miastem, którego niewiele osób wspomina ze szczególnym rozrzewnieniem.

Ale ma to też swoje złe strony, jak na przykład brak pośpiechu, przestrzeganie godzin sjesty czy przeciąganie rozmowy ze znajomym, który akurat wpadł na pogaduchy. Mnie to nie przeszkadzało (do czasu), bo w wersji wakacyjnej jestem osobą cierpliwą i wyrozumiałą. Swoją drogą jest to sposób na poznanie obowiązujących obyczajów i pozwala wczuć się w klimat miasta. Jednak może być mocno wkurzające, gdy spieszysz się na dworzec, a recepcjonista zapomniał zamówić taksówkę… Szczęśliwie, to były ostatnie chwile w hotelu, nieszczęśliwie – nie zdążyliśmy na autobus. Dzięki, Paco! Jeszcze tam wrócimy!

Podobne wpisy
  • Bardzo marquezowski klimat 🙂 Świetna miejscówka, zdjęcia i w ogóle wczytuję się w całą Waszą podróż, a tu już spać iść trzeba 🙂