Daleka podróż z dzieckiem: czy to ma sens?

podróż z dzieckiem

W temacie wspólnego podróżowania wyodrębniły się dwa przeciwstawne obozy, każdy ze swoją ideologią i ciekawą argumentacją. Pierwszy typ rodzica od najmłodszych lat wyrusza w podróż z dzieckiem po najdalszych zakątkach ziemi. Nie straszna mu ani wielogodzinna droga do celu ani zmiana stref czasowych ani tułaczka po przeróżnych hotelach. Nawet jet laga się nie boi! Docenia czas spędzany razem, robiąc to co kocha najbardziej. Cieszy się z możliwości dzielenia się z dzieckiem pasją do podróżowania, odkrywania świata i uczenia go akceptacji dla odmiennych zwyczajów, religii i kolorów skóry.

Drugi typ wszystko podporządkowuje nowej sytuacji życiowej. Chucha, dmucha i popada w permanentny zachwyt na swoimi potomkiem. Ma ustalone rytuały, godziny karmień i każde odstępstwo od planu dnia powoduje u niego niepokój i wytrącenie z równowagi. Wyjazd za miasto? A jak tam dziecko będzie spało / jadło / bawiło się bez swojego materacyka / konia na biegunach / krzesełka do karmienia i tysiąca innych rzeczy niezbędnych i niemożliwych do zabrania ze sobą w podróż? Przecież bezpieczniej i wygodniej będzie zostać w domu bez zaburzania harmonogramu dnia i wprowadzania niepotrzebnego chaosu w ustabilizowane życie malucha.

 

Rzeczywistość

Przyznaję, że był czas kiedy należałam do tej drugiej grupy. Podróż z dzieckiem jawiła mi się jako koszmar w najczystszej postaci. I nie dlatego że tak mi się wydawało, ale dlatego że tak to faktycznie wyglądało. Dobrze pamiętam nasz pierwszy wspólny wypad z kilkumiesięczną Natalią w góry. Przed wyjazdem były wielkie słowa, ogromne oczekiwania, zachwyt i podekscytowanie. A po przyjeździe… mało powiedzieć, że poszło nie po naszej myśli. Cała sytuacja zupełnie nas przerosła. Dokładnie każda jedna rzecz działa się w zupełnie inny sposób niż zakładaliśmy, chwila po chwili rozbijając nasze płonne nadzieje na tysiące kawałeczków. Po kilku dniach wracaliśmy już do domu ze skróconego tygodniowego pobytu. Byliśmy wycieńczeni, rozgoryczeni i strasznie rozczarowani. Wyjazdem, sobą, dzieckiem i całą sytuacją. Obiecaliśmy sobie wtedy, że przez najbliższe lata nie wpadnie nam do głowy tak idiotyczny pomysł jak podróżowanie z dzieckiem.

 

Ale życie lubi płatać figle

Bo oto kolejny raz przyszedł szybciej niż się spodziewaliśmy. Szybko zapomniałam jak to wyglądało poprzednim razem i znowu zaczęłam się szykować na cudowny rodzinny wyjazd, w którym wypoczniemy, wyluzujemy się i naładujemy swoje baterie pozytywną energią. Tym razem jednak zapaliła mi się w tyle głowy czerwona lampka, że być może nie wszystko potoczy się po mojej myśli. I postanowiłam podejść do organizacji wyjazdu w nieco inny sposób. Cała nasza wspólna podróż skończyła się fochami i dąsaniem się, ale było to o niebo lepsze doświadczenie od poprzedniego koszmaru.

 

A potem

Pojawił się kolejny wyjazd, i następny. Cały czas zastanawiałam się co mogę zrobić lepiej i sprawniej, aby wyciągać maksimum frajdy z każdej wspólnej podróży. Wypracowałam i zaczęłam trzymać się 3 głównych zasad dotyczących rodzinnych wyjazdów. Dziś mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że podróż z dzieckiem jest nie tylko możliwa, ale też ogromnie satysfakcjonująca. Pod różnymi względami. Ale nie zawsze tak było! Musiało upłynąć sporo czasu, a ja musiałam dojrzeć i dokonać świadomego wysiłku, żeby tak się stało. Nic nie wydarzyło się samo. Pierwszym krokiem było to, że ZACZĘŁAM podróżować z dzieckiem i powoli się w tym odnalazłam. Mając jednak na uwadze swoje wcześniejsze doświadczenia wiem, że wcale nie musiało się tak stać. Gdybym nie była zapaloną podróżniczką, która nie może wysiedzieć w domu, którą nosi, bo musi coś nowego zobaczyć i doświadczyć pewnie bym zrezygnowała. Dlatego daleka jestem od przekonywania i zapewniania, że warto wyjeżdżać w świat z maluchem, a Ty do tego z czasem przywykniesz i zaczniesz czerpać fun. Bo tak wcale nie musi się stać.

I rozumiem, jeśli nie czujesz się pewnie z tym, żeby pewnego dnia spakować się i ruszyć w podróż. Jeśli obawiasz się o długie godziny w samolocie, nocleg, zmianę czasu, zdrowie, apetyt i zachowanie dziecka w trakcie wyjazdu. I to, że masz wątpliwości, jak TY to wszystko zniesiesz. Jak znajdziesz chwilę dla siebie na relaks, spokojny sen i czerpanie frajdy z dalekiej podróży. Ale wiesz co?

Wcale nie musisz tego robić pomimo presji, aby żyć lepiej, działać szybciej i zobaczyć więcej. Nie musisz wyjeżdżać z dzieckiem w egzotyczną podróż by być otwartym, nowoczesnym i światowym rodzicem. Nie musisz pokazywać mu słoni na wolności ani Azjatów w szkolnych mundurkach, by uczyć malucha odmienności kulturowych, elastyczności i doceniania tego co ma. Wystarczy, że wyjedziecie razem na weekend na wieś. Że zabierzesz go na plac zabaw, kuleczki, basen. Na grzybobranie do lasu i spacer po parku. Jeśli tylko poświęcisz 100% uwagi, zachowasz radość i pozytywne nastawienie. To są dla niego równie fascynujące wyprawy co te w odległe zakątki ziemi. A świat jeszcze zdążycie zobaczyć. On nigdzie nie ucieknie.

Follow my blog with Bloglovin

podróż z dzieckiem

Podobne wpisy
7 grzechów głównych
pierwszy wpis na blogu